Przeczytaj najlepsze prace konkursowe!

Poniżej publikujemy trzy najciekawsze opowiadania wigilijne, nadesłane przez naszych młodych uczestników! Już jutro (we wtorek 22 stycznia), ukażą się na stronie internetowej Gazety Wrocławskiej, my nieco ich wyprzedzamy, i już dziś zapraszamy do czytania!

Zobacz pełną listę finalistów, którzy wezmą udział w Feriach Zimowych Radia Wrocław.

Angelika Kraska,
Szkoła Podstawowa nr 2,
ul. Wrocławska 2, 55-100 Trzebnica

„Opowieść wigilijna”

Jest grudniowy poranek, 24 dzień miesiąca. Kiedy wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju wszyscy byli już na nogach. Mama robiła w kuchni barszcz czerwony z uszkami, tata sprzątał dom, a mój brat ubierał choinkę. Postanowiłam, że mu pomogę. Zawiesiłam na choinkę wszystkie bombki, które powinny być wyżej: gwiazdę, aniołki i inne, bo mój brat jest mały i nie dosięga. Po pół godzinie choinka była już gotowa. Zaświeciliśmy lampki i choinka była jeszcze piękniejsza. Z kuchni dochodziły wspaniałe zapachy ciasta, sałatki, czerwonego barszczu. Dało się zauważyć, że mama była już trochę podenerwowana, obawiając się czy ze wszystkim zdąży na czas. My staraliśmy się pomóc jak tylko potrafiliśmy. Czas płynął nieubłaganie. Zadzwonił dzwonek do drzwi. To kolega taty przywiózł nam karpia. Już zabitego, żeby oszczędzić nam przykrości gdyby trzeba było go uśmiercić w domu. Zresztą znając mojego brata, to na pewno uparłby się żeby wpuścić go do naszego akwarium a potem za nic w świecie nie dałby go już stamtąd wyciągnąć. Zbliżał się wieczór. Z przyklejonymi do szyby nosami, razem z bratem, z niecierpliwością wypatrujemy pierwszej gwiazdki. Jeszcze bardziej niż na pierwszą gwiazdkę czekaliśmy na prezenty, które pod choinka miał nam zostawić Święty Mikołaj. Mama wyciągnęła z szafki biały wigilijny obrus i kazała nam jak najładniej nakryć stół, nie zapominając o tym by pod obrusem znalazło się sianko. Na stole ustawiliśmy też stroik, który kilka dni temu zrobiliśmy wspólnie z rodzicami, talerzyk z opłatkiem oraz świeca Caritasu. Poustawialiśmy talerze i poukładaliśmy sztućce, nie zapominając o dodatkowym nakryciu dla niespodziewanego gościa. Na stole pojawiają się już pierwsze potrawy, a my liczymy oczywiście czy zgodnie z tradycją jest ich dwanaście. Okazało się, że jest ich nawet trzynaście. Składamy sobie życzenia, łamiąc się opłatkiem. Moja mama łatwo się wzrusza więc i przy tej okazji również nie zabrakło łez. Byliśmy właśnie w trakcie próbowania potraw, gdy nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Popatrzyliśmy na siebie nieco zdziwieni, bo przecież nie spodziewaliśmy się żadnych gości. Wszyscy z zaciekawieniem poszliśmy aby zobaczyć któż to taki. W drzwiach ujrzeliśmy Świętą Jadwigę Śląską! – patronkę Polski, Śląska i naszej trzebnickiej bazyliki. Wiem, to nieprawdopodobne – wszyscy byliśmy w wielkim szoku. Dostojna pani w długiej starodawnej sukni weszła i zasiadła przy naszym stole. Przywitała się z nami, pięknie się przy tym uśmiechając. Z jej twarzy bił jakiś niesamowity blask. Nie wytrzymałam, koniecznie chciałam zadać jej kilka pytań, np. skąd się wzięła nazwa Trzebnica, co oznaczają przedmioty, z którymi zawsze jest przedstawiana, czy miała męża? Znałam oczywiście odpowiedzi na te pytania, bo przecież uczyliśmy się o tym w szkole, ale był to mój sposób na sprawdzenie czy to rzeczywiście ona. Wieczór minął nam niespodziewanie szybko i bardzo miło. Kończąc swoja wizytę Jadwiga podziękowała nam za cieple przyjęcie i obiecała, że będzie nas otaczać swoją opieką i miłością. To bardzo miłe z jej strony. Po jej wyjściu jeszcze długo nie mogliśmy ochłonąć z nadmiaru wrażeń. Wszystko jak najszybciej chciałam opowiedzieć babci i dziadkowi, których niestety nie było dzisiaj z nami. Sięgnęłam po telefon, wybrałam numer i usłyszałam głos babci: Wstawaj kochanie, dziś Wigilia, trzeba ubrać choinkę …
Ojej! Więc to wszystko tylko mi się śniło … Szkoda … Ciekawe, a może mój sen się spełni?

Marta Rogowska
Szkoła Podstawowa nr 3 we Wrocławiu
„O małej choineczce”

Dawno temu, za lasami, za górami, na skraju dużego miasta, była mała
wioska. Mieszkała tam dziewczynka z rodzicami i siostrą. Pewnego dnia
siostrzyczki poszły do lasu na spacer. Zobaczyły tam śliczną, malutką
choineczkę. Cudo. Kiedy wróciły do domu postanowiły, że będą się nią
opiekować, bo choć śliczna, wydała się samotna w tak dużym lesie.
Z końcem jesieni tata dziewczynek nagle zachorował. Siostry poszły po
radę do choineczki, bo bardzo martwiły się o tatę. Choineczka powiedziała,
że powinny pójść do znachorki – czarownicy. Ale, żeby tam dotrzeć
musiały przejść rzekę, biec w czasie wichury. Na skraju łąki miał stać dom
czarownicy. Kiedy dziewczynki pokonały wszystkie przeciwności, zobaczyły
starą kobietę w ogrodzie. Nieznajoma zaprosiła je do domu. Dziewczynki
opowiedziały jej swoją historię. Czarownica powiedziała, że żeby ich tata
był zdrowy musi zażyć lekarstwa z igieł sosny. Siostry podziękowały
czarownicy i szybko wróciły do domu.
W lesie przez który wracały mijały choineczkę, którą poprosiły o garść
igiełek. Idąc do domu myślały o tym, czy uda im się pomóc tacie. Jak
tylko dotarły do domu zrobiły lekarstwo z igieł i miodu i zaniosły tatusiowi
własnoręcznie zrobioną mieszankę. Następnego dnia tata poczuł się lepiej.
Poszedł nawet do pracy, a z zawodu był drwalem. Na wielką prośbę
dziewczynek wykopał z lasu choinkę i zasadził ją w ogrodzie. Dziewczynki
chciały w ten sposób podziękować drzewku. Pomogły jej, żeby nie czuła
się samotna, bo przecież ona też im pomogła! Zbliżała się zima, kiedy do wioski zajechał kupiec z miasta. Rozwoził  dziwne kulki. Mieszkańcy nie wiedzieli do czego mogą się przydać. Tata  dziewczynek zobaczył haczyk na kuli. Spróbował zawiesić na gałązce choinki i stwierdził, że bardzo ładnie wygląda. Zapytał się, czy kupiec ma ich więcej. Kupiec powiedział, że ma jeszcze kilka, bo jest to nowość. Tata powiesił kupione kule na choineczkę, a kupiec powiedział, że kulki to ozdoby wymyślone niedawno przez mieszkańców pobliskiego miasta. Mieszkańcy byli zadowoleni z ozdób i od tej pory zawsze ozdabiali w zimie choinkę. Kto wie, może ta historia to historia pierwszej bombki?

Alicja Kurowska
Szkoła Podstawowa w Żórawinie
„Opowieść Wigilijna na cmentarzu”
Na cmentarzu wrocławskim w 2035 roku …

Dwaj trzydziestopięcioletni przyjaciele: Oskar i Piotr, (którzy zginęli razem w wypadku samochodowym) siedzieli właśnie w opuszczonej cmentarnej knajpce i popijali sobie miód. Nagle Piotr zapytał:
-Oskarze?
-Hmm .. ?
-Powiedz ty mi, co mu tu właściwie robimy?
-No jak to co? To samo co wszyscy zmarli! Tkwimy na cmentarzu! – powiedział podenerwowanym głosem Oskar.
-No tak, ale dzisiaj-jest mija nam druga Wigilia od naszej śmierci, a my znów jesteśmy sami- westchnął ciężko Piotr.
-No to co poradzisz? Jedyne co możemy to przeklinać tego pijaka przez, którego zginęliśmy!
Piotr ukrył twarz w dłoniach. Już od dwóch lat nie widział swojej żony i córek, które osierocił ginąc w wypadku.
-Piotrze- zaczął mówić Oskar- Wiem, że jest ci ciężko, ale nic nie możemy na to poradzić, bo przecież nie pojedziemy do twojego domu i nie wprosimy się tam na Wigilię! Prawda? -powiedział
Oskar i uśmiechnął się.
Wtedy Piotr podniósł powoli głowę. Na jego twarzy wymalował się tajemniczy uśmiech.
-Dlaczego nie … ?-powiedział sam do siebie po czym wyszedł bez słowa z baru.
Jego przyjaciel nie wiedząc co czynić, szybko zapłacił i pobiegł za Piotrem.
-Piotrze! Piotrze!- krzyczał biegnąc w kierunku towarzysza- zaczekaj! Co ty chcesz zrobić?!
-Idę po samochód! – odkrzyknął Oskarowi przyjaciel.
-Ale po jakie licho?- zapytał zdziwiony Oskar.
-Jadę do rodziny!
Oskar zrozpaczony trzasnął się w głowę. W końcu to on podsunął swojemu szalonemu przyjacielowi ten pomysł! Zaczął biec za Piotrem, który pewnie był już pod swoim grobem i wsiadał do auta.
Oskar biegł ile sił w kościstych nogach aż wreszcie dobiegł do miejsca zamieszkanie
swojego przyjaciela. Ogarnęło go wielkie zdziwienie, gdyż grób Piotra stał zamknięty, a samochód nieodpalony.
-No nie! Gdzie on znów polazł?- pytał sam siebie zirytowany Oskar.
Mężczyzna stał przez kilka minut pod grobem przyjaciela. Nagle w mroku zobaczył Piotra, biegnącego z kilkoma paczkami w rękach.
– Wybacz! -powiedział Piotr, gdy dobiegł już do przyjaciela- Musiałem kupić prezenty dla żony i córek.
-Czy ty oszalałeś?! -wykrzyknął Oskar-Wiesz co się może stać jak nas złapią?
-Oj daj spokój! Przecież nie jesteśmy pierwsi, którzy wychodzą z cmentarza!
-Nigdzie nie jedziesz – powiedział stanowczo Oskar.
-Przykro mi, ale się mylisz-powiedział Piotr i wsiadł do samochodu – Ja jadę na rynek do mojego rodzinnego domu, a ty jeśli chcesz możesz zostać.
To powiedziawszy Piotr odpalił auto i zaczął powoli wyjeżdżać spod swojego grobu.
-Poczekaj! – krzyknął Oskar-Jadę z tobą! – oznajmił.
-Skąd ta nagła zmiana – zapytał uradowany Piotr.
-Od śmierci trzymamy się razem i tera też będę ci towarzyszyć!- odpowiedział Oskar i oboje zaczęli się śmiać.
Jechali podziemną autostradą zbudowaną przez NDŻTLTDU (Niedostępne Dla Żywych  Tajne Linie Transportu Dla Umarłych), aż dotarli na rynek wrocławski. Tam przeszli obok fontanny i pomnika Fredry i doszli do domu rodzinnego Piotra. Tam zapukali:
-Puk! Puk! Puk!
Otworzyła im ładna, szczupła kobieta i zapytała:
-Zgubili się panowie? Może pomoc?
-Nie my przyszliśmy do ciebie Weroniko -odezwał się Piotr i ściągnął kaptur okazując swoją twarz.
Tak zrobił też Oskar.
Panią Weronikę zamurowało. Prawie zemdlała.
-Piotr? Oskar? Co wy tu robicie ?! Przecież nie żyjecie od dwóch lat! Boże ja chyba oszalałam!- wykrzykiwała zdziwiona.
– Tak nie żyjemy, ale wróciliśmy i chcielibyśmy spędzić tu Wigilię -odparł Piotr.
Pani Weronika była przekonana, że śni albo oszalała, ale mimo to zaprosiła swojego męża i przyjaciela do domu.
Córki Piotra szybko przyzwyczaiły się do tego, że ich tato nie jest z tego świata i nie przeszkadzało im to. Wszyscy świetnie się bawili, a Oskar i Piotr spędzili cudowne święta z najbliższymi.

Zobacz opowiadania na stronie Gazety Wrocławskiej!

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Kciuk.pl
  • Wykop
  • Śledzik
Ten wpis umieszczono w kategorii Konkursy. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.